niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 49.

Do szpitala pojechałam tramwajem. 
Nie było zbyt dużo ludzi i to mnie ucieszyło.
Z resztą w każdą niedzielę jest tak mało ludzi. Gorzej jeśli jedzie się na tygodniu.
Ale o czym ja myślę. Powinnam zadzwonić do Niall'a, bo operacja miała być z samego rana.
Boję się o moją kochaną Bellę.
Gdy dojechałam na ulicę gdzie był szpital szybko wysiadłam.
Idąc w stronę szpitala cały czas starałam się iść szybciej i szybciej.
Na nieszczęście założyłam buty na wysokim obcasie i mi to nie szło za bardzo.
Nigdy nie lubiłam takich butów, ale kupiła mi je Pezz na urodziny i nie mogłam ich nie przyjąć.
Gdy wreszcie doszłam do szpitala wjechałam windą na 3 piętro i ruszyłam do sali numer 110.
Otworzyłam drzwi, ale nikogo tam nie zastałam.
Próbowałam dodzwonić się do Niall'a, ale to na nic.
Nie odbierał. Nie to, że odrzucał, ale chyba miał wyłączony telefon.
Mam nadzieję, że nic się nie stało.
-Przepraszam na kogo pani czeka ? - zapytała mnie pielęgniarka, która jeszcze wczoraj opiekowała się Bellą.
-O dzień dobry. Szukam mojej córki. Nie ma jej w sali i mojego męża też.
-Może dlatego, że pojechali do domu.
-Ale jak to ? Przecież miała zostać tu do jutra.
-Tak, ale zmieniło się trochę, bo operację zrobili jej w nocy i już jest wszystko dobrze. Nie rozumiem czemu pan Horan do pani nie zadzwonił.
-Ja też nie. Dobrze to ja już pójdę. Do widzenia. - powiedziałam, po czym ruszyłam do windy.
Byłam wściekła na Niall'a. Jak mógł zabrać ją do domu i nawet nie zadzwonić.
Mam nadzieję, że jakoś mi to wytłumaczy.
Znów musiałam jechać tym tramwajem. Nie cieszyło mnie to za bardzo.
Po 20 minutach jazdy byłam już na przystanku skąd miałam jakieś 10 minut drogi do domu.
Szłam przyspieszonym krokiem. Nagle zadzwonił mój telefon. To był Niall.
Po prostu odrzuciłam połączenie i szłam dalej.
Wiem, że może się o mnie martwić, ale ma teraz problem.
Gdy już dotarłam do domu weszłam do środka i trzasnęłam drzwiami.
Niall wybiegł z salonu i zaczął mnie przytulać i całować.
Odepchnęłam go tylko i zaczęłam zdejmować buty.
-Co jest ? - zapytał.
-Ty się jeszcze pytasz ? Czemu nie powiedziałeś mi o tym, że wracacie do domu ?
-To miała być niespodzianka..
-Aha.. I była. Bo ja pojechałam od szpitala, a Was tam już nie było. Wiesz jak się wystraszyłam ? Poza tym wiedziałeś, że tam pojadę.
-Nie gniewaj się. Wynagrodzę Ci to wieczorem. - powiedział przyciszonym głosem i poruszył zabawnie brwiami.
-Nic się nie zmieniłeś. - uśmiechnęłam się prowokująco i ruszyłam do salonu.
Siedzieli tam wszyscy. To znaczy Maura, Bella i James.
Uściskałam Bellę i usiadłam na fotelu.
-Zrobiłam Ci kawę. - powiedziała Maura i podała mi filiżankę.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się i zrobiłam łyka.
Do kawy było ciasto. Jedliśmy i piliśmy oglądając telewizję.
Jak to w niedzielę leciał jakiś film familijny.
James spał w wózku obok mnie. Co jakiś czas bujałam wózkiem.
Po filmie zaniosłam James'a do łóżeczka na górę. Niestety się obudził, więc go nakarmiłam, po czym znów położyłam do łóżeczka.
Zawsze po karmieniu usypia, więc nie ma z nim problemów.
Dzisiaj mieli nas odwiedzić Elka i Lou wraz ze swoim synkiem.
On ma już 3 latka. Ma na imię William, ale mówimy Will.
(Od autorki : Lou ma na drugie William, więc tak wzięłam ) 
Gdy James usnął nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Postanowiłam się trochę odświeżyć, bo po tym spacerku byłam lekko zmęczona.
Wzięłam zwykłe dżinsy, zieloną koszulkę bez rękawów, kremowy sweter i czarną bieliznę, po czym poszłam do łazienki. <klik>
Włosy spięłam w koka i się rozebrałam. Odkręciłam ciepłą wodę, po czym weszłam pod prysznic.
Dokładnie się umyłam, spłukałam z siebie pianę i zakręciłam wodę.
Wyszłam z kabiny na dywanik i się dokładnie wytarłam.
Nasmarowałam się balsamem do ciała o zapachu czekolady, po czym nałożyłam bieliznę i ubranie.
Zmyłam makijaż, który zrobiłam rano i na nowo się pomalowałam.
Włosy rozpuściłam i dokładnie rozczesałam, po czym wyszłam z łazienki.
W sypialni siedział Niall i się nad czymś zastanawiał jednocześnie siedząc na twitterze.
-Co robisz ? - zapytałam podchodząc do niego.
-Odpisuję fanom. Jeszcze więcej ich jest niż kiedyś.
-Co masz taką smutną minę ? - znów zapytałam.
-Nudzi mi się. Ciekawe czy Lou i Elka dzisiaj przyjdą.
-Przecież już zapowiedzieli, że przyjdą.
-No niby tak. Zastanawiam się jak teraz wygląda Will. Strasznie długo go nie widzieliśmy.
-No. Mogliśmy mu kupić jakąś zabawkę.
Zastanawiałam się czemu wcześniej o tym nie pomyślałam.
-Mam taki samochodzik. Już o tym pomyślałem.
-To dobrze. Dziękuję. - powiedziałam i dałam mu buziaka, po czym usiadłam na fotelu.
Nie wiedziałam co mam robić, więc zeszłam na dół do kuchni gdzie Maura wraz z Bellą przygotowywały obiad.
-Pomóc Wam ? - zapytałam.
-Jeśli możesz to wyjmij ciasto z piekarnika. - powiedziała Maura.
-Nie było mnie tu godzinkę, a wy już ciasto zrobiłyście ? I obiad robicie. No to fajnie. Muszę częściej Wam pomagać, bo jesteś tutaj gościem, a robisz wszystko co ja powinnam. - powiedziałam ze śmiechem wyjmując ciasto z piekarnika.
-Daj spokój. Wiem, że teraz musisz pilnować James'a w dodatku Bella ostatnio chorowała. Ja Ci tylko pomagam. Przez jakiś czas tutaj zostanę. Może jeszcze tydzień. Poza tym chcę też odwiedzić Greg'a i Denise.
Gdy tylko odstawiłam ciasto na blat obie wygoniły mnie z kuchni i kazały iść pooglądać TV lub zrobić coś jeszcze innego byle im nie przeszkadzać.
Siedziałam, więc w salonie i oglądałam jakiś muzyczny program gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podeszłam do nich i spojrzałam przez wizjer kto przyszedł. Na nieszczęście był to Arthur.


___________________________________
Heeej <3
Co u Was słychać ? Jak się podoba rozdział ? ;p
O ile się w ogóle podoba.
Jak myślicie co się wydarzy dalej ? Macie jakieś pomysły ? xD
Następny rozdział być może za tydzień ;  )
Przepraszam, że pisałam tak długo, a rozdział krótki lecz nie mogłam się za to zabrać.
Dopiero wczoraj jakoś to obmyśliłam i zobaczę jak dalej będzie pracowała moja wyobraźnia ; )
Tak w ogóle jest już ponad  6000 wyświetleń za co bardzo Wam dziękuję ;)
Proszę o komentarze ; )
Dziękuję również, że jesteście ze mną tak długo ; )
Pamiętać o komach xD
To tyle ;  ))
Do następnego ; *
Kochaaam Waaaas <33 ; * 

piątek, 18 października 2013

Blog przyjaciółki ! ;]

Moja przyjaciółka - Martyna - założyła bloga z opowiadaniem o One Direction !
No i jest taka sprawa, że czytam go tylko ja i jeszcze jedna dziewczyna.
Martynie zależy na tym by ktoś czytał i komentował, więc postanowiłam się zwrócić do Was ! ;] 
Podam Wam link i jeśli będziecie mogły przeczytać (i dalej czytać) i komentować to będę bardzo wdzięczna.
 http://puciennikmartyna.blogspot.com/ <--------- To jest ten link ;*

P.S. To jej pierwszy blog i mimo, że robi kilka błędów to naprawdę ma fajny pomysł i wyobraźnię. ;*
Chcę jej pomóc, bo ona stara się jak najlepiej. ;*
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Kocham Was ♥♥♥ 

wtorek, 15 października 2013

Rozdział 48.

Za nimi stał....

...Arthur.
-Co ty tu robisz ? - zapytałam na widok mojego byłego przyjaciela.
-Przyjechałem Cię odwiedzić. - powiedział z cwanym uśmiechem.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam? W ogóle czemu się tak uśmiechasz ? 
-No co ? Uśmiecham się, bo po tylu latach się zobaczyliśmy nareszcie. Miło wspominam to jak mnie pocałowałaś wtedy w szpitalu. Oj miło. 
-Skąd masz mój adres ? W ogóle poco tutaj przyszedłeś ? 
Miałam ochotę mu przywalić. Bezczelny jest.
-No normalnie. Myślisz, że w internecie tego nie ma ? Wystarczy wpisać 'Natalie and Niall Horan'. I tyle. Wszystkie informacje tam są. - powiedział.
-Odejdź stąd i więcej razy tu nie przychodź. Nie jesteś tu mile widziany. 
-Bo co ? Bo mnie pocałowałaś i teraz ten twój gwiazdor mnie nienawidzi ? 
-Nie. Bo ja tak mówię. - powiedziałam.
-Oj maleńka. Chyba nie chcesz, żeby coś stało się Twoim dzieciom ?
-Chyba sobie żartujesz ? Tknij je, a będzie po Tobie przyjacielu.
Nagle Arthur popchnął mnie i wszedł do środka, po czym przyparł mnie do ściany.
-Uważaj na siebie kochanie. - wyszeptał mi do ucha, po czym lekko złapał mnie za pośladki.
Bałam się. Tak strasznie się bałam, że coś mi zrobi.
Jednak przypomniało mi się coś. Często w szkole się biłam z chłopakami.
Arthur też wiele razy dostał za jakieś głupie żarty. Czasami nad sobą nie potrafiłam zapanować.
Póki co nie mogłam znaleźć w sobie siły.
Arthur zaczął rozpinać moją koszulę. Obie moje ręce trzymał bardzo mocno i nie mogłam nimi poruszyć.
No super. Mój kiedyś najlepszy przyjaciel chce mnie zgwałcić.
Nigdy nie potrafiłam znaleźć sobie towarzystwa.
On też.. pff..
Gdy chciał zdjąć ze mnie koszulę wyrwałam ręce i mocno go uderzyłam.
Przewrócił się. Pomogłam mu wstać i wyrzuciłam go za drzwi.
Nie wiem skąd miałam w sobie tyle siły.
Pierwsze co zrobiłam po tym jak się go pozbyłam to zamknęłam dom i zapięłam koszulę.
Następnie poszłam do James'a, bo zaczął płakać.
Owinęłam go kocykiem by było mu ciepło i zeszłam z nim na dół.
Usiadłam na kanapie i włączyłam TV.
Na kanale z muzyką leciała wolna piosenka, więc próbowałam go uśpić.
Jednak to nie poskutkowało, więc musiałam go nakarmić.
W końcu udało mi się go uśpić.
Zaniosłam go do łóżeczka, dokładnie okryłam i poszłam wziąć prysznic.
Miałam nadzieję, że nic mu się nie stanie.
Gdy się umyłam i dokładnie wytarłam, nałożyłam piżamę i poszłam do sypialni.
James nadal spał. Sama też planowałam się położyć, bo byłam zmęczona.
Miałam nadzieję, że Niall zostanie na noc z Bellą.
Jeśli nie to mógłby wrócić do domu.


**Następnego dnia**

Obudził mnie dźwięk dzwonka.
Jak na złość ktoś budzi mnie o 7 rano.
Nałożyłam szlafrok i zeszłam szybko na dół.
Otwierając drzwi nie spodziewałam się, że będzie za nimi stała mama.
To znaczy mama Niall'a.
Właściwie to nie przyzwyczaiłam się jeszcze i czasem mówię do niej 'pani Horan'.
-Dzień dobry. - powiedziała gdy otworzyłam drzwi.
Odpowiedziałam jej to samo.
-Co tu robisz, mamo ?
-Przyjechałam Ci pomóc. Niall jest w szpitalu, a ty sama siedzisz w domu i pewnie jesteś wykończona.
-Dziękuję. Mogłabyś z nim posiedzieć ? Bo chciałabym pojechać choć na chwilę do szpitala. Muszę zobaczyć Bellę przed operacją.
-Och, oczywiście. James jest taki słodki, że mogę się nim zająć przez kilka dni. Poza tym wiem, że pojutrze zaczynasz pracę i Bella ma zostać jeszcze w domu. A dopóki nie znajdziecie opiekunki..
-Dziękuję. James jest na górze. Jeszcze śpi. Ja się idę ubrać. Jakby co to wiesz gdzie wszystko jest. od ostatniego Twojego pobytu u nas nic nie zmienialiśmy.
Uśmiechnęłyśmy się obie.
-Leć już, bo jeszcze się na autobus spóźnisz.
Weszłam szybko na górę, po czym z garderoby wzięłam czarną spódnicę, biały top, sweter również czarny i rajstopy tego samego koloru, po czym poszłam do łazienki się ubrać. Do tego postanowiłam założyć czarny płaszcz i czarne lity. <klik>
Włosy dokładnie rozczesałam i zostawiłam je rozpuszczone, po czym zrobiłam lekki make-up i zeszłam na dół.
'Mama' zrobiła mi śniadanie. Zwykłe naleśniki, ale jednak się pożywić można.
Gdy zjadłam poszłam na górę po torebkę, nałożyłam buty i płaszcz, i wyszłam z domu.


_____________________________
Hej. Pod tamtym rozdziałem był jeden komentarz. Nie wiem czy jeszcze to czytacie i nie komentujecie czy w ogóle nie czytacie.
Przepraszam, ale muszę to zrobić.
3-5 KOM = NEXT ROZDZIAŁ
Nie mam weny przez to, że nikt nie czyta i nie wiem czy się ludziom podoba.
Nie zwalam winy na Was tylko po prostu chcę by ktoś to czytał.
Jeśli nie będzie mniej więcej tyle kom ile podałam wyżej to raczej rozdział się nie pojawi.
Kocham Was i w Was wierzę.
Paa :* ♥

sobota, 5 października 2013

Rozdział 47.

... ja i Niall musimy wyjść. 
Belli się to za bardzo nie podobała, bo nie chciała zostać sama i natychmiast do jej oczu napłynęły łzy.
-Nie martw się. Tylko Cię zbadam i będzie po sprawie. rodzice zaraz tu wrócą. - Powiedziała pielęgniarka, żeby ją uspokoić.
-Chodź Niall.. A ty się nie bój. - Pocałowałam Bellę w policzek i wyszliśmy. 
James cały czas spał. 
-Niall może pojedź z nim do domu ? - Zaproponowałam. 
-Nie ma mowy.. Ciebie na noc odwiozę razem z małym, a ja tu z nią posiedzę.
-Ale..
-Natalie.. Już za długo przesiedziałaś w szpitalu. Poza tym ja chcę tu zostać. A ty jesteś zmęczona.. I to bardzo.. 
-No dobrze, ale..
-Nie ma żadnego ale.. Powiem Belli, że Cię odwożę i, że za chwile wracam. I koniec.
-No dobrze. 
-Już mogą państwo wejść do córki. A mogę pana na chwilę poprosić ? - Powiedziała pielęgniarka do Niall'a.
-Oczywiście. O co chodzi ? 
-Bo moja córka pana uwielbia i chciałaby autograf.. 
-Och. oczywiście. Proszę dać kartkę i długopis.
Pielęgniarka podała i oczywiście powiedziała imię. 
Niall dał jej ten autograf i zostawiła nas samych.
-Kochanie ja muszę zawieść mamę i James'a do domu i niedługo wrócę, dobrze ? - Zapytał Niall Belli.
-Tak tatusiu. Tylko szybko..
Pożegnaliśmy się z nią, po czym skierowaliśmy się na parking.
W drodze do domu nie rozmawialiśmy. 
Dopiero gdy weszliśmy do środka Niall rzucił się na jedzenie i zaczął coś tam mówić.
Ja położyłam James'a do łóżka, bo nadal spał, a nie chciałam go budzić.
-No to ja się najem i jadę. - Powiedział Niall.
-Na pewno ? Może jednak ja pojadę ? 
-Natalie... Masz zostać z James'em.. Już postanowione i daj sobie spokój, bo zdania nie zmienię.
Już się nie odzywałam. Niall wziął jeszcze jakieś jedzenie dla Belli i już go nie było. 
Ja postanowiłam coś zjeść i obejrzeć telewizję. 
Zrobiłam sobie dwie kanapki. Oglądając głupią telenowelę i jedząc kanapki zaczęłam sobie wszystko przypominać. 
Zamyśliłam się, ale nie na długo, bo zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podniosłam się szybko i pobiegłam otworzyć drzwi.
Za nimi stał ...

_______________________
Hej.. 
Wiem, że rozdziały na tym blogu zawsze były długie i ciekawe, ale dzisiaj nie mam weny ;cc
Starałam się to jak najlepiej napisać.. Ale już więcej pomysłu nie mam na to, no.. 
Także ten ; D 
co u Was ?? 
Dużo nauki jest i wgl.. Nie ma kiedy napisać rozdziału ;cc
Ale to się powinno zmienić : P 
To tyle ode mnie : ) za tydzień możliwe, że będzie nowy rozdział..

sobota, 21 września 2013

Rozdział 46.

No dobra. 
Nie mam wyjścia, bo zostałam przegłosowana xD
Tak, więc piszę dalej : ) 
Rozdział będzie trochę bezsensowny, ale okey ;] 
Same chciałyście xD

____________________

Po powrocie do domu byłam przemęczona. 
To jeżdżenie po szpitalach na prawdę potrafi wykończyć.
Na szczęście wszystko jest okey. 
James jest zdrowy ja też.
Niall prawie wcale nie wychodził z domu.
Nie dziwię mu się.
Jeśli już miał wyjść to przychodziła Dan albo Pezz. Nawet Eleanor.
Każdy się mną zajmował, a ja już wariowałam.
Nie pozwalali mi nigdzie wychodzić i nic.

Dzisiaj jak zwykle obudził mnie budzik o 7.
Byłam bardzo zmęczona, bo James ostatnio za często budzi się w nocy.
Ciągle chodzę niewyspana.

Wyłączyłam budzik i niechętnie wstałam z łóżka.
Przeciągnęłam się i podeszłam od lustra.
Niall'a już nie było, więc postanowiłam się ubrać i zejść na dół.
Byłam tylko w majtkach i rozciągniętej bluzce Niall'a, więc wypadało się ubrać.
Narzuciłam na nogi tylko dresy, na ręce sweter, a na nogi ciepłe skarpety i zeszłam na dół.
Z kuchni dochodziły zapachy : kawy i tostów.
-Cześć kochani. - Powiedziałam gdy weszłam do kuchni. Siedział tam Niall i Bella.
Niall nawet się nie odezwał tylko szukał czegoś w szafce z lekami.
-Co jest? - Zapytałam, bo Bella siedziała na krześle i trzymała się mocno za brzuch.
-Boli ją brzuch.
-Niall.. Poco dawałeś jej wczoraj tego batona ? Nie wiesz, że ona na noc nie powinna tego jeść ?
-Oj no wiem, ale tak mnie prosiła. Poza tym ona ma takie spojrzenie, że nie da się odmówić. Sama zobacz.
-Mamusiu ja przepraszam.. - Powiedziała Bella.
-Nic się nie stało. - Powiedziałam i ją przytuliłam. - Gdzie Cię boli ?
-Tutaj. - Powiedziała i pokazała na prawą stronę brzucha.
-No tak. Wyrostek. Że też nie pomyślałam.
-I co teraz ? - Zapytał Niall.
-Jedziemy do lekarza. Tylko wezmę parę rzeczy i ubiorę James'a.
Powiedziałam i weszłam szybko na górę.
Wzięłam małą torbę podróżną i spakowałam do niej piżamkę Belli oraz inne rzeczy, które przydadzą się w szpitalu.
Nie byłam pewna, że to wyrostek, ale wolałam dmuchać na zimne i się przygotować.
Zrobiłam sobie lekki makijaż, a włosy spięłam w koka, po czym poszłam do James'a.
Póki co jego łóżeczko stoi w naszym pokoju, ale to chwilowo.
Przełożyłam go na nasze łóżko.
Obudził się, ale nie płakał.
Ubrałam go, po czym włożyłam do nosidełka i zeszłam na dół.
Wzięłam też torbę z przygotowanymi rzeczami Belli.
Na dole Niall pomagał założyć buty Belli.
Ja założyłam adidasy i kurtkę. Byłam już gotowa. Na dworze jest jeszcze zimno także James'a musiałam ciepło ubrać, a na dodatek dokładnie przykryłam go kocem.
Gdy byliśmy gotowi wyszliśmy z domu, po czym Niall zamknął drzwi na klucz i wsiedliśmy do samochodu.
Droga nie była zbyt długa.
jechaliśmy może 20 minut. Zero korków. Wszyscy byli już w pracy.
W szpitalu Niall z James'em czekali na korytarzu, a ja wraz z Bellą weszłam do gabinetu lekarza.
W szpitalu również nie było kolejki i dla nas lepiej.
Najpierw rutynowe pytania, a później skierowanie na prześwietlenie.
Szybko to załatwiliśmy i ze zdjęciem wróciliśmy do lekarza, który nas przyjął.
-Miała pani rację. To wyrostek.
-I co teraz ? - Zapytałam.
-Niestety Bella musi zostać w szpitalu. Za jakieś dwa trzy dni będzie miała operację, a później zostanie na obserwację.
-Aha. Czyli nie ma się czym martwić ?
-Nie. Raczej komplikacji żadnych nie będzie.
-Okey.
-Pielęgniarka pokaże Wam salę gdzie Bella będzie leżała i prosiłbym, aby od razu przebrała się, oczywiście jeśli to możliwe, i przyjdzie do niej pielęgniarka. Da jej leki przeciwbólowe.
-Dobrze.
Wyszliśmy z gabinetu za pielęgniarką.
Powiedziałam o wszystkim Niall'owi, który szedł razem z nami.
Gdy weszliśmy na salę pielęgniarka pokazała gdzie jest łazienka, po czym poszłam pomóc Belli się przebrać.
Gdy była już w piżamie usiadła na łóżku, które wskazała jej pielęgniarka i spuściła głowę.
-Nie martw się. - Powiedział Niall siadając obok niej.
-Ale tato.. Ja nigdy nie miałam żadnej operacji..
Niall ją przytulił i pocałował w czoło.
-Przeżyjesz. Gdy mama Cię urodziła też nie miała łatwo. Pamiętaj też, że mama była ciężko chora. I to dwa razy. A u Ciebie to tylko wyrostek.
W tym momencie do pokoju weszła pielęgniarka i oznajmiła, że ...

____________________________________
Hej ; )
Od razu chciałam przeprosić, że długo nie pisałam, ale dużo nauki od pierwszego dnia mam i tak wyszło.
Postaram się dodawać coś częściej, ale nic nie obiecuję ; )
Co ja tu mogę napisać... Cieszę się, że jesteście jeszcze ze mną mimo, iż rozdziały robią się coraz nudniejsze.
Ale ja nic na to nie poradzę. ;cc
Następny rozdział chyba dopiero za tydzień.
Proszę o komentowanie. ; ))
Może będę miała wenę i dodam wcześniej ; ) 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 45.

Na początku chciałam Wam podziękować, że przez te wszystkie rozdziały byłyście ze mną :* 
Zastanawiam się czy nie zakończyć tego opowiadania, bo wydaję mi się, że ono nie ma sensu. 
Zobaczę co o nim powiecie :* 
Może wtedy jeszcze raz to przemyślę :*
A teraz rozdział. 

______________________________
-Pani Natalie się obudziła. - Powiedział lekarz, który wyszedł z sali.
-Co ?! - Podniosłem głowę i spojrzałem na niego uradowany.
-To niezwykły przypadek. Ta pani miała wielkie szczęście. Urodziła przed czasem.. I przeżyła śmierć kliniczną. Chyba wiecie o czym mówię. - Zapytał nas lekarz.
-Oczywiście. - Powiedziałem wstając z krzesła.
-Kiedy mogę ją zobaczyć ? 
-Jest już późno tak, więc jedźcie do domu, a jutro ją zobaczycie. 

**Oczami Natalie**
Gdy wieziono mnie wtedy na salę nie wiedziałam co się stanie. 
Czułam się źle, a brzuch cholernie mnie bolał. 
Przed oczami migały mi jakieś światełka. 
W końcu zaczęłam rodzić.
Nie wiedziałam jak długo to trwało. 
Ostatnie co zapamiętałam to widok James'a i lekarzy.
Następnie zamknęły mi się oczy i widziałam białe światło.
Umieram. 
Wtedy tak pomyślałam.
Przed oczami stanęło mi całe życie.
Od mojego dzieciństwa,do porodu, przez to jak poznałam chłopaków.
Całe życie. 
Wszystkie wydarzenia.
Chrzest Belli. Zaręczyny. Ślub. 
Wszystkie kłótnie. 
Każdy moment. 
To jak film. Biografia. 
Później widziałam tylko światło.
W końcu stałam w jakimś całkiem białym pomieszczeniu.
Na przeciwko mnie stał anioł.
Gdy się odwróciłam zobaczyłam całą rodzinę i przyjaciół.
Miałam wybór. 
Iść w tą lub w drugą stronę.
Wybrałam życie.
Po chwili wszystko zniknęło i oczy same mi się otworzyły.
Nade mną stali lekarze. 
Po chwili jeden wyszedł z sali. 
Przeżyłam. 
Udało się. 
Cała i zdrowa. 
Może nie do końca zdrowa, ale jednak żyję.


**Następnego dnia**
Dziś już leżę we własnej piżamie. 
Wywnioskowałam, że te łóżka szpitalne są całkiem wygodne. 
Wyczekiwałam Niall'a i Belli. 
Lekarz powiedział, że mają przyjść. 
Dowiedziałam się, że białaczka zniknęła. 
Tak jak wcześniej.
I, że nie wiedzą jak to się stało. 
Dziecko jest całkowicie zdrowe. 
Już dzisiaj je karmiłam.
James jest śliczny. 
Teraz chcę tylko zobaczyć Niall'a i Bellę.
Wyczekuję na nich od samego rana. 

Siedziałam zaniepokojona na łóżku gdy weszli do sali.
 Cała gromada. 
Nie było tylko moich rodziców i mamy Niall'a.
Niestety.
Każdy zaczął mnie ściskać, a na końcu podszedł Niall.
-Kochana. - Przytulił mnie i dał mi buziaka.
-Wczoraj chciałam Ci dać list. 
-To już drugi pożegnalny. Ten pierwszy czytałem, ale ten drugi.. Może kiedy indziej przeczytam. Wiesz no.. Nie chcę teraz płakać. Wreszcie Cię odzyskałem. Tak w ogóle paparazzi chcą zrobić z Tobą wywiad. 
Gdybyś mogła wyjrzeć przez okno zobaczyłabyś ile fanek stoi pod szpitalem. 
Pomógł mi wstać i dojść do okna. 
Na szczęście był balkon. 
Nie wiem skąd on się tu wziął ale jest. 
Założyłam szlafrok i wyszłam na niego.
Pomachałam wszystkim i przesłałam im całusy, po czym usłyszałam krzyki 'We love you !' 
To było bardzo miłe. 

_______________________________
Hej xD
Jak się podoba rozdział ? 
Myślę, że to już koniec.
Nie jestem pewna czy Was nie zanudzam. 
:/
Czekam na wasze opinie co do rozdziału i zakończenia opowiadania. 
Jestem bardzo do niego przywiązana. Mogłabym w kółko pisać <3
Do Was też się przywiązałam. 
Szkoda tylko, że jest 10 obserwatorów, a komentują 3 czy 4 osoby ;C
To chyba tyle :) 
Macie jakieś pomysły jak teraz namieszać w ich szczęśliwym życiu ? xD
Piszcie w kom :* 
Może pojawi się następny :) 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 44.

.. zauważyłem tam paparazzi. 
Nie wiem jak się oni tu dostali.
Przecież nie powinni ich wpuścić.
Szybko wróciłem do sali zanim ktokolwiek mnie zauważył.
-Co się stało ? - Zapytała Nat.
-Paparazzi są na korytarzu. Chyba o Ciebie pytają gdzie można się znaleźć. - Odpowiedziałem zaciągając zasłony i zamykając drzwi.
-Jak się dowiedzieli ? 
-nie wiem.. Mogli siedzieć u nas pod domem i zobaczyć jak karetka Cię zabiera. Zapewne nikt im nie powie gdzie leżysz, ale mogą być tak wścibscy, że przejrzą wszystkie sale.. Teraz siedź cicho lub mów szeptem. - Powiedziałem siadając obok niej i ją przytulając. 
-Niall wyjdź do nich.. Powiedz, że nic mi nie jest. 
-Przecież mogą pomyśleć, że za wcześnie urodzisz.. Napiszą o tym w gazetach. Twoi rodzice będą przerażeni..


**kilka dni później**
Z dnia na dzień mi się pogarszało. Byłam coraz to bledsza i miałam już zapadnięte policzki. 
Na szczęście z dzieckiem było wszystko okey. 
Moi rodzice się dowiedzieli. Wpadli w szał, że nie chcę brać leków. 
Nawet mama Niall'a przyjechała. 
Teraz zatrzymała się u nas, a moi rodzice wrócili do siebie.
Każdy przychodzi do mnie. Mają takie 'zmiany'.
Chyba, że wszyscy pracują.
Ostatnio przyszła mama Niall'a z Bellą.
Chciała mnie bardzo zobaczyć.
Powiedziała mi, że nawet jeśli umrę to i tak będzie o mnie pamiętać i, że gdy ona będzie miała córeczkę to nazwie ją moim imieniem.
Tak się wtedy wzruszyłam. 
Nie wiedziałam, ze mam tak mądrą córkę. 
Mówiła mi wiele miłych, a zarazem wzruszających rzeczy.
Teraz siedzę sama.
Nie chciałam, żeby dzisiaj przychodził ktokolwiek.
Ciężko mi było patrzeć na nich wszystkich.
Widziałam jak cierpią przeze mnie.
Ostatnio lekarz mi powiedział, że jeśli dziecko urodzi się przynajmniej pod koniec siódmego miesiąca to uda się mnie uratować.
Ale chyba James'owi się nie spieszy.
Czasem strasznie kopie, ale raczej tak wcześnie nie wyjdzie.
Cały czas jestem w szpitalu.


**Dzień porodu**
Jak na co dzień leżałam wygodnie na łóżku gdy nagle poczułam, że mały chce wyjść.
Siedziałam wtedy z Niall'em.
-Niall zaczyna się ! - Krzyknęłam.
-Co ?!
-Rodzę !! Zawołaj lekarza !
Niall wybiegł szybko na korytarz i pobiegł po mojego lekarza.
Próbowałam wstać, ale mi to nie wyszło.
Chciałam mieć to już za sobą.
Niestety lekarz przyszedł po pięciu minutach, ponieważ Niall nie mógł go znaleźć.
Przewieźli mnie na inną salę i się zaczęło.
To było wyczerpujące...

**Oczami Niall'a**
Siedzą tam już dwie godziny. Ile można rodzić ?
Zadzwoniłem wcześniej po resztę.
Przyszła nawet mama z Bellą.
Siedzieliśmy teraz na korytarzu i czekaliśmy na lekarza.
Byłem zmartwiony, ale też się cieszyłem, że Natalie wytrzymała i nie umarła.
Jak dotąd wszystko było ok.
Szkoda, że nie mogła spędzić tego czasu w domu.
Bardzo chciała wyjść wcześniej.
W pewnym momencie z sali wyszedł lekarz z pielęgniarką, która trzymała dziecko na rękach.
-Nareszcie.. - Powiedziałem i do niego podszedłem.
Spojrzałem na dziecko.
Był taki słodki.
-Chce pan potrzymać ? - Zapytała.
-Oczywiście. - Odpowiedziałem i wziąłem jego od niej.
Starałem się być delikatny.
Jakoś mi to wyszło.
Podeszła Bella i złapała mnie za bluzę.
-Mogę zobaczyć ? - Zapytała.
-Tak. - Powiedziałem i przykucnąłem.
-Teraz śpi. Musi zostać jeszcze trzy dni w szpitalu na obserwacji. - Powiedział lekarz.
-Cieszę się, że nie umarła. - Powiedziałem pewny, że mówi o Natalie.
-Niestety pani Natalie nie żyje.
-Słucham ?! - Podałem James'a pielęgniarce.
Usiadłem na jednym z krzeseł i zacząłem płakać.
Bella podeszła i wziąłem ją na kolana.
Płakaliśmy razem.
Bardzo mocno mnie przytuliła.
Widziałem, że wszyscy płaczą.
Lekarz tam stał.
-Robiliśmy co w naszej mocy.. - Zaczął lekarz.
-Wy zawsze tak mówicie ! - Krzyknął Zayn.
Chciał się na niego rzucić z pięściami, ale Perrie kazała mu się uspokoić.
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak płakałem.
W pewnym momencie z sali wyszedł inny lekarz i powiedział :
-Panie doktorze. Niech pan szybko przyjdzie. Pani Natalie...
____________________________
Hej :)
Zdziwiło mnie, że tak szybko skomentowaliście :P
Bardzo dziękuję za miłe komentarze.
Jak się podoba ten rozdział ?
Jak myślicie co powie ten lekarz, który wyszedł z sali ?
Wszystko w następnym rozdziale :)
Mam nadzieje, że się nie znudziliście czytając to : )
Do następnego :*